[Strona Główna | O firmie | Galeria prac | Usługi|Witraż | szkło stapiane| Mozaika | Nowości | Ciekawe miejsca| Kontakt z nami]
GNIEŹNIEŃSKIE DIALOGI
  Już sam wystrój plastyczny Zjazdu Gnieźnieńskiego stwarzał szansę refleksji. W ogromnym namiocie, głównym miejscu obrad rzucały się w oczy trzy wielkie stele zrobione jakby ze szkła, który dopiero jest surowcem, jeszcze nie prawdziwym szklanym wyrobem. Jeszcze nie jest przejrzysty, na razie jest matowy, ale są w nim przebłyski światła - jest nadzieja. Stały te stele tuż obok siebie, równo - żadna nie była wyższa ani ważniejsza niż inne. Na każdej z nich była zapisana modlitwa. Na tej najbardziej na lewo była to modlitwa zapisana pismem hebrajskim, ta w centrum głosiła chwałę Boga pięknym łacińskim tekstem, ta po prawej wołała do Boga literami arabskimi. Tak - na Zjeździe Gnieźnieńskim A.D. 2005 modlili się obok siebie, osobno, ale zarazem wspólnie żydzi, chrześcijanie i muzułmanie. Dialog, obok którego jest gorliwa modlitwa - modlitwa o pokój, o uchronienie od wrogości, za siebie nawzajem, o miłość pomiędzy bardzo różnymi ludźmi. W centrum prezydium postawione były portrety zmarłych w tym roku wielkich mistrzów dialogu: Jana Pawła II oraz Brata Rogera z Taize. Obecność tych mocarzy ducha czuło się niemal namacalnie - bez ich dzieła taki Zjazd Gnieźnieński po prostu nie byłby możliwy. W wystroju sceny na gnieźnieńskim rynku dominowały z kolei okna: okno z synagogi, z katedry i z meczetu. Okna, otwarte okna przez które wpada światło i przez które życzliwie pozdrawia się przyjaciół.
  Gnieźnieńskie dialogi odbywały się na wszystkich możliwych poziomach. Ogromne dyskusje panelowe z udziałem wielkich postaci życia religijnego i politycznego. Tematyczne dyskusje odbywające się równolegle w kilku salach. Panele i warsztaty dla mniejszych grup dyskutantów. Rozmowy kuluarowe - barwne, przyjacielskie, serdeczne. Wszystkie zaczynały się od tego samego punktu wyjścia: od uznania godności drugiej strony. Logika tego spotkania była taka: z pewnością myślimy bardzo odmiennie, inaczej wyznajemy swoją wiarę, inaczej wierzymy w Boga i Bogu, inną tworzymy cywilizację i kulturę. Każdy z nas jest przekonany, że to właśnie jego wiara jest tą najprawdziwszą. Ale pokornie wyznajemy, że z tego nie wynika, że my sami jesteśmy najdoskonalsi, że nie możemy się niczego nauczyć od inaczej myślących i inaczej wierzących. Zatem początek spotkania i rozmowy to wyrażenie szacunku dla drugiej strony: jesteś dla mnie ważny, wierzę w Twoją szczerość i dobrą wolę, Twoja opowieść jest dla mnie ciekawa i ważna. A skoro tak, to bardzo chcę Cię poznać - nie przez pryzmat moich własnych wyobrażeń. Chcę Cię znać tak, jak Ty sam o sobie myślisz. Ufam, że poznanie Ciebie i Twojej wiary pozwoli mi na lepsze zrozumienie siebie samego, także na oczyszczenie mojej własnej wiary. Ja, chrześcijanin, katolik bardzo pragnę, żebyś przyjął Jezusa, jestem przekonany, że poza Nim nie ma zbawienia. Ale to Twój wolny wybór, Twoja decyzja. Zatem teraz chcę Cię traktować jak brata, z którym razem będę budował nasz świat, naszą Europę. Taki był klimat dialogu w Gnieźnie. A jego kulminacją była modlitwa wzajemna żydów, chrześcijan i muzułmanów na gnieźnieńskim rynku.
  Jednym z ostatnich akordów Zjazdu był wykład profesora Jerzego Kłoczowskiego, historyka z Lublina. Profesor mówił o chrześcijańskich korzeniach Europy, o tym, jak nasza europejska duchowość kształtowała się w cichych benedyktyńskich klasztorach, w setkach i dziesiątkach wspólnot zakonnych, parafialnych, w religijnych bractwach i na uniwersytetach, na których najważniejszymi przedmiotami była filozofia i teologia. Kto w szóstym wieku, gdy walił się stary, rzymski świat zwróciłby uwagę na skromny klasztor na Monte Cassino? Gdyby w tamtych czasach byli już dziennikarze, z pewnością nie tam szukaliby dla siebie materiału. A to właśnie w tym opactwie św. Benedykt pisał swoją regułę - okazało się, że zbudowała ona nie tylko mnisze wspólnoty, ale cała Europę. Taka jest nasza ludzka przypadłość: nie widzimy tego, co najważniejsze, co długotrwałe, koncentrujemy się trochę bez sensu na wydarzeniach doraźnych, nie wartych wspomnienia już po kilku dniach.
  Dziś gazety są pełne informacji o wyborach, powyborczych konstelacjach, utarczkach między politykami. Kto o tym będzie pamiętał już za chwilę? A Zjazd Gnieźnieński? Jak zostanie zapamiętany w długim trwaniu Polski i Europy? Jak zobaczą Zjazd Gnieźnieński 2005 historycy przyszłych lat? Na razie Zjazd pokazuje jakim darem dla Europy może być Polska. To jakiś radosny paradoks: tak - zdawałoby się - jesteśmy w Polsce skłóceni, tak nie potrafimy ze sobą rozmawiać, a jednocześnie potrafimy całej Europie zaproponować bardzo głęboki dialog i wspartą modlitwą rozmowę o dialogu.

Przemysław Fenrych
tekst ukaże się w piśmie "Niedziela" - dodatku w Szczecinie 2 października 2005r.